|
Test umiejętności, czyli jazda Fiatem Doblo
|
| 2010-06-16 20:36 |
| Dzisiejszy dzień upłynął mi pod znakiem roznoszenia po osiedlach "Życia Siemianowic". Moim pomocnikniem przy tym zadaniu, prócz mojego kolegi, był czerwony Fiat Doblo 1.2 Actual. Powiem szczerze, że gdy w poniedziałek usłyszałem od naczelnego że pojadę z nim do drukarni, żeby zobaczyć jak jeżdzę, byłem pełen obaw. Nigdy w życiu nie jeździłem blaszaną puszką, którą Doblo nie wątpliwie jest. Bałem się jak mi pójdzie manewrowanie i cofanie. Źle jednak nie było, choć słowo perfekcja też byłoby nie na miejscu. O wyglądzie zewnętrznym nie mam zamiaru wspominać. Podoba mi się wszystkie auta prócz Corsy B i Toyoty Yaris. Znany z Pandy, Punto II benzyniak w mieście daję sobie radę, choć po załadowaniu auta gazetami czułem, że ten silnik dostaje zadyszki. Według danych producenta, motor ten jest zdolny rozpędzić Doblo w 19 sekund. W mieście ten wynik jest nawet akceptowalny. We wnętrzu siedziałem całkiem wysoko, ale odpowiadało mi to. Jak wysoko ? Na tyle, że w czasie drogi powrotnej z pracy Golfem pomyśleć:" Ku... jak tu się nisko siedzi". Umieszczona na konsoli centralnej skrzynia biegów miała w moich oczach same zalety i tylko zalety. Wszystko w tym samochodzie chodziło tak lekko, że po powrocie do Golfa poczułem jak opornie operuje się pedałami i lewarkiem zmiany biegów. Ale... nie ma to, jak własny samochód.
|
|
Wrażenia z jazdy Toyotą Yaris
|
| 2010-06-11 22:44 |
| Yaris jest z nami już od siedmiu lat, jednak dopiero nie dawno miałem okazję poznać jak się nim jeździ. Nigdy nie przepadałem za tym samochodem, ale mama szukała auta, które będzie niezawodne, a to niepodważalna zaleta w przypadku tego samochodu. Zapomniałem na chwilę o swoim braku sympatii do Yarisa i poleciłem go. Jakie są moje wrażenia ? Potwierdziło się jedynie to, że nie jest to samochód dla mnie, choć przyznam szczerze, że ten jednolitrowy silnik z chęcią przełożyłbym do swojego Volkswagena. Ma pazur, chętnie wkręca się w obroty. Skrzynia biegów przekonała mnie do siebie swoją precyzją. Stylistom udało się zaprojektować samochód ładny i ponadczasowy. Prędzej znudzi się jego następca. I to jest koniec listy zalet. Jeżeli chodzi o charakter, to pomimo silnika ze sportową żyłką, Yaris jest nijaki. Cyfrowy zestaw wskaźników znika, gdy oświetli go słońce. Zdecydowanie wolę tradycyjne wskaźniki. Może za bardzo lubię swojego Golfa i te całe lata 80, jednak siedząc w Toyocie Yaris, mam wrażenie, że czegoś tu jest za dużo. Mam na myśli plastiki. Zdecydowanie wolę gołą blachę w Cinquecento albo skajowe obicia drzwi w swoim aucie. O dziwo, jakoś nie przeszkadzała mi wysoka pozycja za kierownicą. Ale i tak wolę swojego Golfa...
|
|
Czas w końcu coś napisać :-)
|
| 2010-06-04 22:25 |
Dawno nie pisałem. Minęły matury i teraz delektuje się długo oczekiwanymi wakacjami, obfitującymi jak na razie w mnóstwo motoryzacyjnych doznań. Dzięki przejażdżce wujkową Vectrą zrozumiałem fenomen i słowa Turbo w latach 80, który dzięki downsizingowi powraca także dziś. Muszę powiedzieć, że ten wybuch mocy powyżej dwóch tysięcy obrotów (dla przypomnienia - Vectra ma 82 KM) jest dla mnie zjawiskiem powodującym uśmiech na twarzy. I te wyrywanie do przodu... Muszę powiedzieć, że Vectrą jeździ mi się dobrze. O dziwo nie narzekałem z małą widoczność lusterek - widziałem na tyle, aby nie mieć do tego prawa. Gdy z niej wyszedłem, miałem rumieńce na twarzy i szeroki uśmiech. Podoba mi się to auto.
Z Panem Golfini od 12 maja przejechałem około 800 km. Bardzo polubiłem to auto, usunąłem te niepotrzebne kołpaki, które psuły jego wygląd. Dzięki temu, wygląda jeszcze bardziej klimatycznie, a do pełni szczęścia brakuje mi tylko kaseciaka, którego może kiedyś założę. Jedyną konkretniejszą trasą był wypad do Tychów na zwiedzanie fabryki Fiata.
A jakie rzadkie auta widziałem ? Trochę ich było. Spotkałem Toyotę Carinę DX pierwszej generacji serii III. Utrzymana była w świetnym stanie. Aż prosiło się, by zrobić obu klasykom zdjęcie. Później widziałem Polskiego Fiata 132p na zabytkowych tablicach. Właściciel chyba testował jego możliwości, bo śmignął koło mnie, a po chwili już nie widziałem. Dziś natomiast, na złomowisku, widziałem zmęczoną życiem Syrenę Bosto. I to na razie tyle.
A jutro do Łodzi...
|
|
Pierwsze 100 km Golfem
|
| 2010-05-20 17:50 |
Niedawno obchodziłem naprawdę skromny jubileusz. Przejechałem panem Golfini pierwsze 100 kilometrów, więc mogę już coś powiedzieć na temat moich odczuć. Większość tego skromniutkiego dystansu zrobiłem w mieście, ale nie zabrakło też przejadżki po autostradzie, na której ustanowiłem swój nowy rekord prędkości - 140 km/h :-). Pierwsza setka była też lekcją wyrabiania jednego nawyku - często zapominałem wyłączyć świateł po zaparkowaniu, co jest wynikiem przyzwyczajenia do Fiatów. Bardzo pozytywnie zaskoczyły mnie fotele - wygody mógłby pozazdrościć nie jeden współczesny samochód. Zdarzają mi się także "kangurki", ale jest ogromna różnica między prowadzeniem auta w traperach, które są idealnym obuwiem na obecną pogodę, a jazdą w adidasach, które są idealnym obuwiem do prowadzenia samochodu. Przyzwyczajam się do ogromnej ilości drgań, jaką wytwarza serce Pana Golfini, kiedy jest zimny. Miałem taką przygodę: mój kolega otworzył schowek, zapaliłem silnik, a klapka schowka wypadła z zaczepów.
Pomimo drgań, silnik zaliczam do zalet Golfiniego, ponieważ ma dzięki niemu dużą ilość wigoru. I to już chyba wszystko co mogę powiedzieć po przejechaniu pierwszych 100 kilometrów :-).
|
|
Do widzenia UFO...
|
| 2010-05-16 15:17 |
| W sobotę z ogromnym bólem serca sprzedałem UFO. Ten skuter zawsze będę mile wspominał, jeździło mi się przyjemnie, a i udowodnił, że dobrze nadaje się do objazdu Polski. Pojechałem na giełdę, ponieważ wystawiłem go dwa razu na na Allegro, jednak nie było żadnego zainteresowania. Co mnie zaskoczyło na giełdzie ? Jedynymi osobami, które były zainteresowane odkupieniem ode mnie UFO, byli handlarze. Większość z nich oferowała śmieszną cenę 1000 zł. Owszem, miał trochę rys spowodowanych normalnym użytkowaniem, jednak w mojej ocenie nie było to powodem do proponowania tak niskiej oferty. Ostatecznie sprzedałem go za 1300 zł - o 500 zł mniej niż chciałem. Była to jednak jeszcze akceptowalna cena. Doszło nawet do absurdu w postaci mierzenia go miernikiem lakieru i sprawdzania numeru ramy. Niestety, to są skutki mentalności handlarza, który nie ufa nikomu ani niczemu, żeby samemu nie zostać oszukanym.
|
|